imię i nazwisko*
e-mail*
nazwa kina i miejscowość*
filmy(linki)
zdjęcia(zaznacz kilka)
artykuły(zaznacz kilka)
wpisz sumę 2 i 2*
Wyślij
odwiedzone |

Wiedzieć i nie mówić

01-10-13
źródło: gloswielkopolski.pl
O tym, gdzie stało kino Palast, czym był Wielki Kinematograficzny Teatr, a przede wszystkim... jak łatwo puścić w niepamięć historię poznańskich kin

O tym, gdzie stało kino Palast, czym był Wielki Kinematograficzny Teatr, a przede wszystkim... jak łatwo puścić w niepamięć historię poznańskich kin


„Wiedzieć i nie mówić:
tak się zapomina.
Co jest wymówione, wzmacnia się.
Co nie jest wymówione, zmierza do nieistnienia”
Czesław Miłosz




Był grudzień 1903 roku, gdy w restauracji „Park promenadowy” niedaleko dzisiejszej ulicy Noskowskiego otwarto pierwsze stałe kino w Poznaniu. Zostało nazwane Wielkim Kinematograficznym Teatrem, a na datę seansu inaugurującego jego działalność wybrano Boże Narodzenie.

„Przedstawienie zajmujących żywych obrazów z zawsze zmiennym programem” – głosiły afisze. W ten sposób Leon Mettler, właściciel kina, promował powstanie placówki. „Dla dzieci przedstawienia znanych bajek w przepysznych obrazach kolorowych. Początek przedstawienia dla dzieci o godz. 4-tej po południu, dla dorosłych wieczorem o godz. 7”

W 1907 roku powstały dwa kolejne kina – przy placu Wilhelmowskim 8 (obecnym - Wolności) Kino Palast, a przy ulicy Berlińskiej 20 (obecnie: 27 Grudnia) Kino Residenz, które wkrótce zmieniło nazwę na Edison.

Rok później wybudowano aż trzy: Tonbild przy Berlińskiej 14 (narożnik ulic: 27 Grudnia i Mielżyńskiego), Grand Kinematograf przy dzisiejszej ulicy Wielkiej oraz Theater Apollo. Był to czas seansów niemych, nazywanych wydarzeniami kinematograficznymi ożywianych muzyką z gramofonu, którą starano się zsynchronizować z obrazem na ekranie.

Przez lata przybierało rozmaite nazwy: w 1910 roku przemianowano je na Colosseum, w 1934 na kino Europa, już rok później zmieniono jego nazwę na kino Świt, w 1940 na niemiecki Zentral Lichtspiele. Tuż po wojnie nazywało się kino Wolność, aż wreszcie od lat 50-tych po dziś dzień rozpoznawane jest jako kino Muza.

Spojrzenie na Zachód

I wojna światowa w oczywisty sposób przerwała rozbudowę poznańskich kin, a i jej kres nie zwiastował kiniarzom dobrych czasów. Prowadzenie wysoko opodatkowanych, ze względu na wojenną odbudowę Wielkopolski, placówek stawało się zajęciem na granicy opłacalności, a kierownicy kin zjednoczeni w Związek Właścicieli Kin szukali zewnętrznych źródeł finansowania, zwracając się chociażby do Targów Poznańskich.

Repertuarowo sprawa wyglądała znacznie lepiej. Na ekrany trafiały nowości niemieckiego impresjonizmu – filmy Fritza Langa, Friedricha W. Murnaua (sławny „Nosferatu” z 1922 roku) czy Roberta Wiene („Gabinet doktora Caligari” z 1919). Muzyka do filmów wciąż płynęła z gramofonu, choć wkrótce miało się to zmienić.

Był rok 1927, kiedy Stefan Kałamajski, z zawodu kupiec galanteryjny, po wielomiesięcznym doglądaniu prac budowlanych między Placem Wolności, ulicą Ratajczaka i Świętym Marcinem (tam gdzie przed wojną stało Kino Palast) otworzył kino swoich marzeń na wzór amerykańskich kolosów.

Kino Słońce liczyło 1791 miejsc. Wyposażone było w niemieckie projektory, posiadało własną elektrownię, ogrzewało bądź chłodziło widzów w zależności od pory roku, a co więcej – mieściło w sobie olbrzymie organy oraz miejsce dla orkiestry zapewniając widowni muzykę na żywo.

„Dzisiaj po południu krótko po godzinie 14 odbyło się inauguracyjne przedstawienie w nowym teatrze świetlnym Słońce” – czytamy w Kurierze Poznańskim – „Sala wypełniona po brzegi elitą towarzyską Poznania. W lożach przedstawiciele władz państwowych, komunalnych i duchowieństwo i wojskowych. Licznie przybyli przedstawiciele prasy. Ze sceny zastawionej koszami kwiatów witany oklaskami przemówił p. Kałamajski, witając zebranych, dziękując za współpracę twórcom gmachu, poczem zobrazował historię budowy nowego teatru świetlnego”.

Jeszcze w tym samym roku Teatr Świetlny zyskał godnego sobie współtowarzysza. Jan Łuczak, właściciel Kina Apollo, które działa do dziś, z zawodu kupiec, a prywatnie szwagier Stefana Kałamajskiego, postanowił dorównać swemu odwiecznemu konkurentowi, budując równie potężne Kino Metropolis. Zazdrość szwagra wzbudził z pewnością także tym, że to właśnie w jego kinie – choć nie w monumentalnym Metropolis, a nieco skromniejszym Apollo – odbył się pierwszy pokaz filmu dźwiękowego, premiera „Upadłego anioła” Richarda Wallace w 1930 roku.

Upadek kolosów

Niestety, kres obu kinowych kolosów przyszedł niebawem, gdy wojska niemieckie wycofywały się z okupowanego miasta paląc doszczętnie opuszczone budynki. Z kina Słońce ocalały jedynie projektory, w Apollo uchowała się sala kinowa, choć całkowicie spłonęła kabina operatorów. Nie mając wyjścia, zwaśnieni szwagrowie połączyli ocalałe szczątki swoich budynków i latem 1945 roku wznowili filmową działalność.

Wojenne pożary strawiły większość z szesnastu prężnie działających przed wojną kinowych sal. Prócz sklejonego z dwóch, kina Apollo, przetrwały zaledwie 4 budynki, w tym kino Wolność, czyli dzisiejsza Muza oraz Rialto. Otwarcie tego drugiego nastąpiło jeszcze w 1937 roku na miejscu dawnej powozowni.

fot.: Zygmunt Ceglarek

Na seans inaugurujący działalność kina właściciel, Józef Petrykowski, wybrał „Barbarę Radziwiłłówą” z Jadwigą Smosarską w roli głównej. Kino miało wtedy 400 miejsc i nazywało się Adria. Dwa lata później wybudowano Kino Olza, ostatnie jakie zdążono postawić przed wojną. Poznań był wówczas czwartym pod względem ilości kin miastem w Polsce – tuż po Krakowie, Lwowie i Warszawie.

Inauguracja życia kinowego po wojnie odbyła się w pierwszy dzień wiosny 1945 roku. W kinie Jedność wypełnionym po brzegi odegrano hymn narodowy, a następnie po najnowszym wydaniu Polskiej Kroniki Filmowej wyświetlono radziecką komedię muzyczną „Świniarka i pastuch” I. A. Pyriewa z 1941 roku. Wkrótce Jedność zmieniło nazwę na Rialto i tak funkcjonuje do dziś.

Za wszelką cenę

W powojennej rzeczywistości trudno było o nowe budynki kinowe. Starano się raczej adaptować na potrzeby kin całkiem niekinowe przestrzenie. Tak powstało Kino Wojskowe, Pancerniak, Przyjaźń, Osiedle czy też – działające do dzisiaj, choć już w innej, też nie kinowej siedzibie – kino Malta. Warto wspomnieć, że w tym właśnie czasie na Zamku otwarto kino Pałacowe, które w ostatnich latach przeszło generalny remont i od grudnia 2012 roku działa jako Nowe Kino Pałacowe – jedne z dwóch miejskich kin studyjnych w Poznaniu.

Drugim finansowanym przez miasto kinem studyjnym jest najstarsze w mieście (i prawie najstarsze w Polsce) kino Muza. To tu powstał pierwszy w Poznaniu Dyskusyjny Klub Filmowy pod nazwą Kamera. Był rok 1956. Dla poznańskich kin był to czas budowania własnej tożsamości, kształtowania swego charakteru, wreszcie – przyciągania określonej widowni. To właśnie wokół DKF-ów gromadzili się studenci, filmowcy, intelektualiści tworząc swoiste środowisko filmowe.

– To były dawne, legendarne czasy, kiedy karnety na DKF sprzedawały się na pniu i były kolejki aż do kawiarni Kocia, która jest tutaj za rogiem, żeby te karnety kupić – opowiada Małgorzata Kuzdra, kierownik Muzy.

Nowe porządki

Zmiany polityczne i gospodarcze, jakie nastąpiły w Polsce w latach 90. zburzyły ustalony porządek na mapie kinowej Poznania. W wyniku prywatyzacji i reprywatyzacji miasto utraciło wiele sal – chociażby spółdzielcze Kino Gong, państwowe Miniaturka czy jedyne w dzielnicy Dębiec – kino Osiedle. Apollo zostało przejęte przez Państwową Instytucję Filmową Film-Art, która zabrała się na generalny remont nie tylko Apollo, ale też kin: Rialto i Muza.

Pod koniec lat 90. to właśnie w Poznaniu otwarto pierwsze Multikino w Polsce tym samym raz na zawsze zmieniając kinową rzeczywistość. Obok wielosalowych molochów ostało się 6 kin studyjnych – dwa miejskie: Muza i Nowe Kino Pałacowe, dwa przedwojenne: Rialto i Apollo oraz dwa funkcjonujące w budynkach na potrzeby kina adoptowanych: Bułgarska 19 i Malta.

Nie opłaca się

W 2008 roku Muza w niezwykły sposób świętowała jubileusz: stulecie działalności. – Robiliśmy taki przegląd: przez ostatnie sto dni roku pokazywaliśmy sto filmów – opowiada kierowniczka kina – Były cykle tematyczne i inauguracja odwzorowująca epokę.

Goście przenieśli się w nietypową podróż w czasie aż do 1908 roku, kiedy mieliby okazję wziąć udział w otwarciu kina sprzed wieku, czemu towarzyszył pokaz filmu „Brzdąc” Charliego Chaplina z muzyką graną z patefonu. Tego wieczoru Muza pękała w szwach, a wywołane z zakamarków pamięci wspomnienia kłębiły się nad ulicą Świętego Marcina aż do białego rana.

„Nie ma sporu co do tego, że pamięć jest warunkiem poczucia tożsamości, zarówno jednostkowej, jak zbiorowej” – pisze Leszek Kołakowski w „Mini wykładach o maxi sprawach” – „że jesteśmy sobą dzięki temu, że unosimy własną przeszłość jako własną, że pamiętana osobowa historia, jakkolwiek pełna i luk i zniekształceń, jest samą właśnie osoba”.

Tak sentymentalne świętowanie urodzin Muzy świadczyć by mogło o tym, że kierownicy kin myślą o swoich placówkach jako o instytucjach kultury, które ową „duszę”, swoistą kinową tożsamość posiadają; co więcej, należy ją czule pielęgnować.

– My się odwołujemy do historii bardzo mocno, bo to jest dla nas ważna rzecz, że kino ma 75 lat i jest się czym pochwalić – deklaruje jeden z kierowników poznańskiego kina.
Niestety, jest on w mniejszości. Sentymentalne wspomnienia, nawet tak niezwykłe jak związane z historią poznańskich kin, nie są w modzie.

– To jest fajne, ale to nie decyduje o tym, że ktoś pójdzie do tego kina – mówi kierowniczka jednego z kin – Nie wiem kogo, by to interesowało. Była seria reklam w mapkach Poznania – że najstarsze i najnowocześniejsze zarazem, ale nie wydaje mi się, żeby to mocno działało na wyobraźnię.

Czy zatem pielęgnowanie tradycji i pełnienie warty na straży pamięci jest już jedynie mierzone w kategoriach opłacalności? Młodej kadrze kierowniczej jednego z poznańskich kin najwyraźniej nie opłaca się odwoływać do historii, gdy na ulotkach promujących pierwszy seans po remoncie wypisuje wielkimi literami: „NOWA PRZESTRZEŃ, NOWA JAKOŚĆ, NAJNOWSZA TECHNOLOGIA”, a zapytana o historię instytucji odpowiada obojętnie: „nie znamy daty pierwszego seansu w archiwum, ale gdzieś tam pewnie można się doszukać myślę – w starych repertuarach, plakatach…”.

Czy zatem rację ma Theodor Adorno pisząc, że „to, co kiedyś dla filozofów było życiem, stało się sferą prywatności, a potem już tylko konsumpcji, wlokącym się w ogonie dodatkiem do procesu produkcji materialnej, pozbawionym autonomii i własnej substancji? Czy kierownicy kin ową substancję, kinową „duszę” przepełnioną terkotem filmowej taśmy, duszną od zakurzonych kotar, niebawem sprzedadzą diabłu?
 
Katarzyna Kułakowska

 
źródło zdjęć: gloswielkopolski.pl
 
 
Bułgarska 19, Poznań
Poznań
Bułgarska 19
tel. 602 490 254
Kino prywatne
Ilość miejsc: 54
Technologia: analogowa, blu-ray
Status: lokalne

„W małym kinie”

To niezależny projekt Fundacji Obserwatorium skupiony wokół kin tradycyjnych.

Od pięciu lat diagnozujemy sytuację kin (raporty z badań w małych miastach i dużych miastach) i festiwali filmowych (w trakcie), zgłębiamy i upowszechniamy historię (festiwal Kino Warszawa Fest), a także budujemy międzynarodową sieć wymiany doświadczeń (Small cinema for learning community). Przede wszystkim jednak dokumentujemy. Zachęcamy do zapoznania się naszym zbiorem zdjęć, filmów i tekstów.
Trwa wysyłanie