imię i nazwisko*
e-mail*
nazwa kina i miejscowość*
filmy(linki)
zdjęcia(zaznacz kilka)
artykuły(zaznacz kilka)
wpisz sumę 2 i 2*
Wyślij
odwiedzone |

Kocham kino

06-09-12
O miłości do kina opowiada nam Janina Krawiarz, animatorka kultury filmowej, członkini Stowarzyszenia Filmowego CinéEuropa, związana z Letnią Akademią Filmową w Zwierzyńcu
O miłości do kina opowiada nam Janina Krawiarz, animatorka kultury filmowej, członkini Stowarzyszenia Filmowego CinéEuropa, związana z Letnią Akademią Filmową w Zwierzyńcu


Panią Janinę znają wszyscy. I to nie tylko w okolicach Poznania, z których pochodzi. Podczas jednego z wyjazdów badawczych postanowiliśmy więc nieco zmienić trasę, by móc się z nią spotkać i zapytać o jej fascynację kinem. Podczas naszej rozmowy piła kawę z filiżanki z napisem „Kocham kino”… Szybko zrozumieliśmy, że to nie był przypadek.

Poniżej zamieszczamy fragmenty rozmowy z panią Janiną: emerytowaną nauczycielką, która od 1974 roku prowadziła Międzyszkolny Klub Filmowy Impuls (za co w 1987 roku dostała doroczną nagrodę miesięcznika „Kino”), jest członkinią CinéEuropa związaną z Letnią Akademią Filmową w Zwierzyńcu.

 

Jak zaczęła się Pani przygoda z kinem?

Moje ukochane kino to kino Zorza. Mieściło się w Kórniku. Budynek pozostał, choć szyld się gdzież zawieruszył. Przed wojną mieściła się tam restauracja, której właścicielami byli Elmanowie. Po wojnie słuch po nich zaginął, a budynek został upaństwowiony.

Odkąd pamiętam kino to było niezwykle ważne dla wszystkich mieszkańców – i dla tych małych i dla tych dużych. W latach 50. w repertuarze były głównie filmy radzieckie, ale grana też była klasyka rosyjska. Byłam w czwartej czy piątej klasie, kiedy oglądałam po raz pierwszy „Damę z pieskiem". Byłam tym filmem zachwycona. Z mojej młodości pamiętam jeszcze drugi film radziecki „Lecą żurawie".

Pójście do kina było wówczas najpiękniejszą rozrywką! W domach nie było telewizorów, radio owszem, ale miało tylko dwa programy. Więc do kina chodzili wszyscy, by wspólnie się śmiać i wzruszać. Kochałam to kino. Oglądałam wszystkie filmy, jakie miało w repertuarze. Nie wybrzydzałam. Dziś sobie mogę na to pozwolić, wtedy chodziłam na wszystko.

 

Jaką rolę odgrywa kino w małej miejscowości?

Rola kina w małych miejscowościach była ogromna. Po pierwsze, kulturotwórcza i edukacyjna. Małe kina uwrażliwiały młodych widzów na rzeczywistość. Jeśli film jest obrazem rzeczywistości, to pokazuje, w jaki sposób można zacząć na nią patrzeć na nowo.

Po drugie – rola promocyjna. Po trzecie – integracyjna. W małym kinie wszyscy widzowie byli niczym rodzina, która ogląda wspólnie film, a potem o tym filmie rozmawia. Multipleksy są anonimowe i śmierdzą kukurydzą.

 

Kiedy zaczęła się Pani zajmować filmem na poważnie?

Filmem zaczęłam zajmować się bardziej profesjonalnie, gdy rozpoczęłam pracę jako nauczycielka języka polskiego. Skończyłam nawet studia podyplomowe ze specjalnością filmową. W 1974 roku założyłam Międzyszkolny Klub Filmowy Impuls. Nazwę zasugerowałam młodzieży sama. Klub miał być impulsem naszych rozmaitych działań z zakresu szeroko rozumianej kultury. W działaniach brały udział siódme i ósme klasy oraz liceum. Prelekcje wygłaszały zapraszane przez nas osoby, na co dzień związane z kulturą filmową.

Choć kino miało aż 140 miejsc na widowni, musiałam limitować karnety. Tak dużo było chętnych! Karnety były bardzo tanie, a ja jeszcze dodatkowo starałam się o dotację. Do dziś spotykam kogoś na ulicy, kto mi się kłania i mówi: „pamiętam, jak chodziłem do pani na karnety” czy też „och, jak ja te karnety pamiętam…”. Zostałam im pamięci jako karnet filmowy, ale wcale się o to nie gniewam [śmiech].

 

A czym było Pani Forum Nauczycielskie i Spotkania Filmowe?

W 1986 roku z pomocą kuratorium i Ministerstwa Oświaty i Wychowania stworzyłam Forum Nauczycielskie, które miało na celu uwrażliwić nauczycieli, głównie polonistów, na edukację filmową. Młodzież wówczas skupiona była głównie w szkołach.

Od 1990 roku organizowałam dla młodzieży Spotkania Filmowe w Kórniku. Zapraszałam nie tylko dzieci z okolic Poznania, ale też te, które w swoich miejscowościach nie miały kina – szczególnie ze wschodnich i północnowschodnich krańców Polski. Pomagał mi profesor Jerzy Toeplitz, były rektor szkoły filmowej. I profesor Henryk Depta, Stanisław Janicki, Zbigniew Korsak z Bydgoszczy, profesor Marek Hendrykowsk. Przyjeżdżali też reżyserowie i aktorzy. To była fantastyczna zabawa. Sztukę najbardziej można zrozumieć, kiedy się człowiek nią bawi. Mądrzy kiedyś powiedzieli „uczyć bawiąc” i to wszystkim wyszło na dobre [śmiech].

 

Co jest najważniejsze w edukacji filmowej młodzieży?

Instytucje powołane do rozwijania edukacji kulturalnej są niewątpliwie potrzebne. Najpotrzebniejszy jest jednak człowiek, który z młodymi ludźmi będzie na co dzień pracował. Instytucji mamy do tego powołanych wiele, programy są dobrze opracowane, ale istota rzeczy tkwi w ich realizacji. Kulturą powinni się zajmować tylko i wyłącznie ludzie z pasją, a nie urzędnicy.

Największą rolę odgrywa osobowość człowieka. Trzeba być wariatem, który młodych ludzi za sobą porwie do działania. Następnie należy młodzieży zaufać, wreszcie – wszystko robić razem. To jest takie proste! A młodzież jest taka cudna! Trzeba jej zaufać. Nawet jak młodzi coś źle powiedzą – trzeba przyjąć to i pozwolić im mówić dalej, bo już następne zdanie będzie mądrzejsze.

O młodzieży mam bardzo dobre zdanie. Zawsze znajdowali się tacy, których fascynowała w kinie tylko siła mięsni i akcja, ale byli też ci, którzy kinem interesowali się prawdziwie. Ich nie trzeba zachęcać. To w nich samo się rodzi.

 

Co sądzi Pani o wdrażanym od kilku lat w Polsce programie cyfryzacji kin?

Wymaga się dzisiaj, by obraz i dźwięk były dobrej jakości. Jeśli mamy już telewizję cyfrową, to i kino musi takie być. Cyfryzacja jest dla kin szansą. Jestem za unowocześnianiem kin.

Małe kino nie znaczy gorszej jakości. Małe kino jest intymne, rodzinne. Pozwala na to, by porozmawiać z sąsiadem, uśmiechnąć się do niego. Małe kino to takie, w którym nikt nie czuje się anonimowy i samotny, w przeciwieństwie do multipleksu, w którym zawsze czuję się bardzo samotna. To już wolę mieć klaustrofobię [śmiech].

 
 


rozmawiali Katarzyna Kułakowska i Michał Bargielski

opracowała Katarzyna Kułakowska



 

„W małym kinie”

To niezależny projekt Fundacji Obserwatorium skupiony wokół kin tradycyjnych.

Od pięciu lat diagnozujemy sytuację kin (raporty z badań w małych miastach i dużych miastach) i festiwali filmowych (w trakcie), zgłębiamy i upowszechniamy historię (festiwal Kino Warszawa Fest), a także budujemy międzynarodową sieć wymiany doświadczeń (Small cinema for learning community). Przede wszystkim jednak dokumentujemy. Zachęcamy do zapoznania się naszym zbiorem zdjęć, filmów i tekstów.
Trwa wysyłanie