imię i nazwisko*
e-mail*
nazwa kina i miejscowość*
filmy(linki)
zdjęcia(zaznacz kilka)
artykuły(zaznacz kilka)
wpisz sumę 2 i 2*
Wyślij
Aktualności |

Opowieści z przeszłości i sprzed wczoraj

05-10-12
Jan Jasiulek, twórca kina Patria z żoną, fot.: archiwum kina
Kim jesteśmy już wiecie. Co robimy – też, choć tylko w teorii. A praktyka? W swoim felietonie pisze o niej Michał Bargielski, członek ekipy badawczej „W małym kinie".
Kim jesteśmy już wiecie. Co robimy – też, choć tylko w teorii. A praktyka? W swoim felietonie pisze o niej Michał Bargielski, członek ekipy badawczej „W małym kinie".

O naszym zespole opowiadałem już w specjalnym tekście w portalu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Dowiedzieć się kim jesteśmy, można również w osobnej zakładce na naszej stronie. Czas przyjrzeć się, na czym dokładnie polega nasza praca. Po co w ogóle zajmować się małymi kinami?

Kogo? Co? Badamy „małe kina”. Pytanie tylko które kino jest małe i dlaczego nie odwiedzamy każdego. Prawda, trafiamy do wybranych miejsc. Zarówno ze względu na ograniczony budżet oraz czas, jak i nasze „kryteria doboru kin do badania”. Sformułowanie brzmi strasznie, ale sprowadza się do trzech kluczowych spraw. W 2012 r. badaniem zostały objęte kina, które: działają w miastach poniżej 40 tys. mieszkańców, kontynuują tradycje kin działających przed 1990 r. i znajdują się w jednym z trzech regionów (Mazowsze, Śląsk, Wielkopolska).

Wbrew pozorom takich kin nie jest dużo. Poszukujemy powodu, dla którego tylko im udało się działać nieprzerwanie w okresie upadku większości placówek. Nie dowiemy się tego rozsyłając prostą ankietę do wszystkich kin (chociaż i takie narzędzie niebawem trafi do kierowników).

Jak? Podstawowe wyzwanie to poznać ludzi. Instytucja kultury nie jest jedynie stworzonym przez urzędników obiektem na mapie, podmiotem prawa czy polityki budżetowej miasta. To przede wszystkim zapaleńcy. Nierzadko osamotnieni w swojej pasji, poświęcają energię by móc powiedzieć: „mamy kino”. Pracują jako kierownicy, operatorzy, instruktorzy domu kultury. Czasami z danym kinem związani są od lat.

Poznajemy historie tych ludzi. Wysłuchujemy ich opowieści z przeszłości i sprzed wczoraj. Poznajmy problemy kin z czasów, gdy trzeba było „pętlować filmy”(brzmi dziwnie, wiem, ale wkrótce i o tym napiszemy) oraz przebudowywać kasy, by napierający tłum nie stłukł szklanych drzwi (co miało miejsce w Żywcu, kiedy grano „Wejście smoka”). Dowiadujemy się również jakich argumentów trzeba użyć, by przekonać burmistrza i radnych do wsparcia cyfryzacji. Krok po kroku, poznajemy kolejne trudności i wyzwania, przed jakimi stają pracownicy kin.

By zebrać wszystkie możliwe problemy i sposoby radzenia sobie z nimi, trzeba połączyć wcześniejsze żmudne przygotowania z badawczym fartem. Przykłady?

Kupcy- kinomani Naszym badaniom na Śląsku przyświecała szczęśliwa gwiazda kupców sprzed 100 lat. W Żywcu i Rudzie Śląskiej trafiliśmy na kina, które zakładali ludzie handlu. Zaczynając od intencji handlowych (kino bywało w historii opłacalnym biznesem, serio!), przeradzali się w mecenasów i animatorów życia kulturalnego miast. Później, wraz z kolejnymi wydarzeniami historycznymi, założyciele i ich rodziny stawali się strażnikami pamięci o kinie. Często żyjąc tuż obok swojej dawnej własności, wychowywali kolejne pokolenia łapiące kinowego bakcyla.



Antoni Kasztelnik, twórca kina w Żywcu, fot.: archiwum kina

Poznając takich ludzi i ich historie, docieramy do tego, czym faktycznie kino jest dla miasta. Osobisty charakter przestrzeni, wspomnienia kolejnych pokoleń, punkty orientacyjne na mapach miejscowości wyrytych w głowach ich mieszkańców. Takie Małe Kina znajdujemy.

Mecenasi-kombinaty Silne są też wspomnienia o kinach, których już nie ma. Tworzone jako część przyzakładowych domów kultury, żyją już tylko w pamięci mieszkańców. Podupadłe, zamienione na sklepy czy po prostu wyburzone dalej mają jednak swe miejsce na mapie. Gdy pytamy ludzi na ulicy: „gdzie jest kino?”, oni odpowiadają: „Ale które?”. Tak było we Wrześni czy Sochaczewie.



Dawne kino Tonsil we Wrześni - dziś sklep ogrodniczy, fot.: Anna Koc

Fascynuje mnie, że dawne kina nadal funkcjonują jako kontekst, dla tych działających obecnie. Porównuje się je. Przypominają o kolejkach, konikach sprzedających bilety, pierwszy randkach i rodzinnych wyjściach. W przypadku tych ostatnich zmieniło się tylko tyle, że kiedyś po seansie szło się obowiązkowo do cukierni. Dziś, trzeba pojechać w miejsce, gdzie będzie można zjeść frytki, hamburgera i napić się gazowanych napojów.

Co dalej?Jeśli zdarzy się Wam na ulicy pytanie: „którędy do kina? A czy Pan/Pani chodzi do kina? A do którego? A pamięta Pani: Robotnika/Śrubkę/Błękit?”, tak – to znaczy, że jesteśmy w pobliżu. I nie chcemy nikomu nic sprzedać, wcisnąć, namówić na zmianę wiary. Chcemy zrozumieć dlaczego niektórym kinom się udało, a innym nie. Dowiedzieć się jak pomóc dzielnym animatorom lokalnej kultury, którzy starają się przetrwać trudne negocjacje z dystrybutorami, właścicielami nieruchomości czy inspektorami przeciw-pożarowymi. Po to jest nasz projekt.

Nie jesteśmy nostalgiczni sami z siebie. Ilekroć na realizowanych w ramach projektu filmach czy zdjęciach pojawiają się ludzie z błyskiem w oku opowiadający o klejeniu taśm, przekładaniu szpul czy architekturze kina, szukamy źródła pasji, która pozwala trwać Małym Kinom.

Będziecie szukać z nami?
– Michał Bargielski

„W małym kinie”

To niezależny projekt Fundacji Obserwatorium skupiony wokół kin tradycyjnych.

Od pięciu lat diagnozujemy sytuację kin (raporty z badań w małych miastach i dużych miastach) i festiwali filmowych (w trakcie), zgłębiamy i upowszechniamy historię (festiwal Kino Warszawa Fest), a także budujemy międzynarodową sieć wymiany doświadczeń (Small cinema for learning community). Przede wszystkim jednak dokumentujemy. Zachęcamy do zapoznania się naszym zbiorem zdjęć, filmów i tekstów.
Trwa wysyłanie