imię i nazwisko*
e-mail*
nazwa kina i miejscowość*
filmy(linki)
zdjęcia(zaznacz kilka)
artykuły(zaznacz kilka)
wpisz sumę 2 i 2*
Wyślij
exclusive |

Między sztuką, a reklamą

04-12-14
O warszawskich neonach rozmawiamy z Magdaleną Byczyńska, autorką większości kinowych reklam świetlnych.

O warszawskich neonach rozmawiamy z Magdaleną Byczyńska, autorką większości kinowych reklam świetlnych.



Światowid, Tęcza, Bajka, Kultura, Wars, Praha.... wszystkie wyszły spod Pani ręki?
Tak. Projektowałam neony warszawskich kin głównie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Niektóre od początku, niektóre – jak to było w przypadku Moskwy, Prahy czy Muranowa – w nowej wersji, bo kina z upływem lat lubiły zmieniać swoje świetlne reklamy.

W sumie zliczyć można ich kilkanaście. Które do dziś wspomina Pani najlepiej?
Zawsze lubiłam neon kina Światowid przy placu Inwalidów. A to dlatego, że bardziej przypominał rzeźbę niż reklamę. Był ogromny i przestrzenny, miał trzy boki dekorowane białą rurką neonową. Plecy reklamy były zamknięte płytą, która przylegała do ściany budynku.
Dobrze wspominam też Polonię przy Marszałkowskiej, bo urzekała swoją prostotą. Ciekawym zadaniem dla mnie było również zaprojektowanie neonu kina Praha na Pradze. Tam nazwy wpisałam w motyw taśmy filmowej. Taśma miała być wypełniona świecącymi rurkami, ale niestety pieniędzy na to zabrakło.
Dziś jednak najwięcej sentymentu budzi we mnie żoliborska Tęcza.


To kino, podobnie jak Światowid i Polonia, już nie istnieje. Neon jednak się cudem ostał.
I nawet ostatnio zaświecił na chwilę, dzięki lokalnym aktywistom. Chciałabym, żeby mógł znów na stałe działać. To dla mnie ważne, bo jestem mieszkanką Żoliborza i utożsamiam się z tym miejscem.

W Pani dzielnicy z tradycyjnych kin ostała się już tylko Wisła.
Tak. Lubię ją bardzo. Chodziłam tu często na seanse, podobnie jak kiedyś do Warsa czy Kultury.

A jak zaczęła się Pani przygoda z neonami?
W 1968 r. skończyłam wystawiennictwo na wydziale wnętrz warszawskiej ASP. To był czas, w którym artystom zlecenia przydzielała Pracownia Sztuk Plastycznych. Jako absolwentce z początku przypadły mi wnętrza, reklamy i wystawy.
Chrzest bojowy przeszłam w wystawiennictwie, projektując np. wystawy na targi zagraniczne. Projekty powstawały z dnia na dzień, efekt pracy był widoczny prawie natychmiast. Pozwoliło mi to ponadto wyrobić sobie poczucie skali, a to bardzo ważna umiejętność w tym zawodzie. Tyle, że w wystawiennictwie wszystko robiło się szybko, na wczoraj, a same stosika targowe, wystawy szybko przemijały. Czasem nie było nawet czasu, by utrwalić je na zdjęciach.

Neony, które zaczęłam robić w latach siedemdziesiątych są trwalsze. Od razu je polubiłam, bo przy ich projektach można było dużo z siebie dać.

I praca nad nimi nie mogła być „na wczoraj”?
Proces powstawania reklam świetlnych był czasochłonny. Można podzielić go na trzy etapy. Po otrzymaniu zlecenia na spotkaniu z klientem omawiałam jego oczekiwania dotyczące przyszłej reklamy świetlnej. Wstępną koncepcję przedstawiałam wykonawcy, aby uniknąć ewentualnych problemów technicznych na dalszym etapie.
Po ustaleniu szczegółów z klientem oraz wykonawcą można było rozpocząć pracę nad projektem wstępnym. Gdy projekt wstępny był gotowy trzeba było uzyskać zgodę na realizację przedsięwzięcia od naczelnego architekta miasta. Po otrzymaniu akceptacji rozpoczynał się etap tworzenia projektu podstawowego, łącznie z oceną konstruktora, elektryka i wykonawcy.
Projekt wymagał ponownego zatwierdzenia u władz miasta. Po jej otrzymaniu rozpoczynała się ostatnia faza - wykonanie reklamy. Wszystkie elementy rozrysowywało się w skali 1:1. Powstawały metalowe podkłady, formowano rurki szklane, napełniano je gazami szlachetnymi stosownie do oczekiwanej barwy świecenia, powstawała instalacja elektryczna.
Ciekawostką jest to, że rurki wymagały długotrwałego wygrzewania, trwało to nawet do sześciu tygodni. Trzeba było zamontować konstrukcję na budynku podtrzymującą neon. Moja rolą na tym etapie był nadzór nad realizacją projektu.


Ile warszawskich neonów w sumie pani zaprojektowała?
Około dwustu. Dla Jabłonexu na Kruczej, Jubilera w Jerozolimskich, CEZASu przy Dworcu Gdańskim, Bagdadu przy Marszałkowskiej… Warto wymienić też ZAR w Alejach Jerozolimskich, Ardię oraz FSO ... Najbardziej z nich lubiłam „jeżyka” z rurek neonowych, którego zrobiłam dla sklepu z futrami na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Są dla mnie czystą sztuką.

A jakie dziś emocje wzbudza w Pani wizyta w sklepie czy kinie, nad którym widnieje Pani praca?
Jest mi miło. Cieszę się, że efekt mojej pracy przetrwał do dziś. To dobrze, że dziś docenia się stare neony i można je oglądać w nowopowstałych muzeach i pięknie wydanych albumach. Muzea są licznie odwiedzane przez młodych ludzi, którzy fascynują się dawnymi reklamami świetlnymi. Dużo zawdzięczamy w tym temacie p. Ilonie Karwińskiej, która jako pierwsza zwróciła uwagę na urodę starych neonów. Jej zasługą jest powstanie Muzeum Neonów na warszawskiej Pradze.


rozmawiała: Anna Brzezińska-Czerska










Polonia, Warszawa
Warszawa
Marszałkowska 56
Pierwsze otwarte kino w powojennej Warszawie.
Status:

„W małym kinie”

To niezależny projekt Fundacji Obserwatorium skupiony wokół kin tradycyjnych.

Od pięciu lat diagnozujemy sytuację kin (raporty z badań w małych miastach i dużych miastach) i festiwali filmowych (w trakcie), zgłębiamy i upowszechniamy historię (festiwal Kino Warszawa Fest), a także budujemy międzynarodową sieć wymiany doświadczeń (Small cinema for learning community). Przede wszystkim jednak dokumentujemy. Zachęcamy do zapoznania się naszym zbiorem zdjęć, filmów i tekstów.
Trwa wysyłanie